W ostatni wtorek odbyło się pierwsze w tym roku spotkanie naszego klubu. Kto nie był, niech żałuje.

Już od samego początku dało się wyczuć, że coś będzie się działo… i tak też się stało.

Całe spotkanie poprowadził Adam Micek, który wcielił się w rolę Toastmastera. Kto Adama zna, ten wie że mimo nie tak długiego stażu w Toastmasters, Adam to świetny mówca i wspina się po Toastmasterowej drabinie w niezwykłym tempie.

Ale nawet tak genialny mówca jak Adam może wypaść słabo jeśli się do roli odpowiednio nie przygotuje. I tak też się stało. Na koniec wieczoru, Maciej Wroński jako główny ewaluator całego spotkania wypunktował wszystko co w Mickowym występie można by poprawić. Czy Maciej posunął się o krok za daleko? Trudno ocenić, faktem jest jednak że w pewnym momencie widownia za”buuu”czała, także możliwe że tak się stało. Jest jednak (miejmy nadzieje) pewne – Mickowe występy powinny być od wtorku jeszcze lepsze.

W skrócie – obserwujcie zaproszenia na spotkania i jeśli Adam Micek wpadnie Wam w oko… wpadajcie żeby się przekonać czy uwagi przyniosły efekt.

Poza buczeniem widowni były też 4 mowy, w tym jeden lodołamacz, czyli pierwsza Toastmasterowa mowa w wykonaniu Agnieszki Sielaff. Jak na program Toastmasters przystało, każdy mówca aby się rozwijać otrzymuje oficjalny feedback. Taki też feedback dostała też Agnieszka… przyszło to jednak z trudem gdyż jak to już na wstępie podkreślił ewaluator mowy Agnieszki – Szymon, “jak tu ewaluować służby specjalne?”. “Służby specjalne?” zapewne pomyśleliście… zgadza się, gdyż Agnieszka jest byłym kapitanem polskich służb specjalnych, o czym też wspomniała w swojej mowie.

Pewnie zaczynacie powoli rozumieć, czemu żałować powinien każdy, kogo we wtorek nie było.

Szymon Mazurczak poza ewaluowaniem mowy Agnieszki realizował też kolejny Toastmasterowy projekt i filmował całe spotkanie – 2 kamerami jednocześnie. Żeby tego było mało 3cia kamera kręciła wszystko ze stolika kontrolera czasu, także z niecierpliwością czekamy na zmontowaną wersję tego wszystkiego co się działo. Pewne jest, że będzie ciekawa bo w grę wchodzą zbliżenia jakich jeszcze nie widziałem, montaż łokciowy (termin właśnie wymyślony bo inaczej tego co się działo nie da się opisać) a także żonglowanie mikrofonami, słuchawkami i tacą do zbierania głosów. Wszystko prawie, że w tym samym czasie rzecz jasna.

Pozostałe mowy wykonały Joanna Dziekan, Aneta Krawczyk i Aleksandra Bąk. Wszystkie 3 mowy były drugimi projektami z podręcznika podstawowego. Mówcy jak widać w miarę początkujący, mowy jednak były świetne a wygrała Agnieszka Sielaff. Gratulacje, tak trzymaj!

Sesję gorących pytań poprowadził nie kto inny jak Jakub Plis. Było to jego kolejne wystąpienie w tej roli i zaczynam odnosić wrażenie, że jest to zabieg celowy. Jak to, zapytacie? Otóż Kuba mimo swojej relatywnie krótkiej kariery w Toastmasters czuje się na scenie jak ryba w wodzie i kiedy tylko pojawia się jako odpowiadający na gorące pytania, wygrywa prawie że zawsze, niemalże z dokładnością zegarka szwajcarskiego… cokolwiek to znaczy. Jednym słowem – jest świetny.

Pytania wcale nie były noworoczne, motywacyjne ani zachęcające do robienia i realizacji noworocznych planów. Były za to intrygujące i dziwne. Przewijały się w nich motywy braku spodni, nawiązania do męskiego oręża (tak, właśnie to o czym pomyśleliście) i innych równie fascynujących tematów. Niczego mniej kontrowersyjnego po gorących pytania w wykonaniu Kuby bym się nie spodziewał i tak też się stało.

Jeśli do tej pory mieliście jeszcze wątpliwości czy warto było przyjść… mam nadzieję, że się właśnie rozwiały.

Na koniec spotkania Maciej Wroński próbował (warto zwrócić uwagę na formę niedokonaną) przedstawić ewaluację generalną spotkania, jednak skupił się na narzekaniu iż w 7 minut nie da się przedstawić feedbacku 12 osobom. W połowie drogi Marcin Tołysz (kontroler czasu) za grzmocił dzwoneczkiem i Maciej został ze sceny usunięty – na szczęście nie stawiał oporu i obyło się bez interwencji służb specjalnych. Niesmak jednak pozostał.

Spotkanie jak zwykle skończyło się w barze po czym wszyscy grzecznie rozeszli się… do drugiego baru. Jak się to dalej potoczyło, nie wiem. Staram się wprowadzić w życie program wstawania o 5 rano, także do domu grzecznie poszedłem.

Wstałem o 7.30.

Pozdrawiam i Szczęśliwego Nowego Roku!
Maciej Wroński